Noc zapadła bardzo szybko.Zapomniałem, że dzisiaj jest Dzień Powitania Duchów Lata, ale gdy wyszedłem z pokoju Ticketeye jak burza podszedł do mnie i z całej siły mnie kopnął. Tylko jeszcze przed tym odwróciłem się do niego tyłem i niestety pupa mnie strasznie bolała. Kopnął mnie i normalnie tak podskoczyłem, że wylądowałem w kącie. Ten jednak nie skończył podszedł walnął mnie w tyłek (tym razem ręką) i wziął mnie za kark (tak szczerze to za skórę na karku). Fakt szczenię powinno być przystosowane, bo to matka nosi w te i we wte, ale matka jak to matka delikatnie to robi, no ale ja byłem pod jego opieką i z bardzo dużej wysokości mnie rzucił o ziemię. Po tym upadku ciężej mi się oddychało i bardzo bolała mnie przednia, prawa łapka. Ticketeye po tym ryknął:
-Tylko spróbuj o tym komuś powiedzieć, albo iść do doktorki. Jeśli pójdziesz to cię zabiję! SŁYSZYSZ: ZABIJĘ!-
-Dobrze proszę pana.-tak się go bałem więc dlatego tak do niego mówiłem, bo wiedziałem, że on tego nie lubi, a potem jeszcze dodał, tym razem ze spokojem:
-Nie idziesz na Spotkanie z Duchami Lata, masz karę.-
-Co?!-
-GŁÓWNO, MAŁY GŁÓWNIARZU!-
-Nie zrobisz mi tego?-
-Zrobię!BUHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!-
-Nie masz serca!-
-I bardzo dobrze, że go nie mam!-
CDN.