wtorek, 23 grudnia 2014

Lawiny radości,
Potopu miłości,
Lampek migania,
Kolęd śpiewania.
Prezentów bez liku,
wiele kolędników
oraz Sylwester do rana
lampką szampana!
Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku! 

Teraz coś od siebie:
zdrowia, szczęścia i wspólnej Wigilii ze znajomymi! 






niedziela, 21 grudnia 2014

Wspomnienia z dzieciństwa-Wataha wilków Kamieni Szlachetnych cz. 2

Krzyczał na mnie i krzyczał, a ja biedny nie umiałem się mu się stawić.Wrzeszczał ile tylko mógł aż w końcu powiedział:
-Ty jesteś głupi, niedorozwinięty i jesteś debilem. Nawet ciebie twoja własna matka nie chciała i nie wiem za jakie grzechy mnie ciebie dała!-
  Gdy już skończył uciekłem ze łzami w oczach, wziąłem tylko swoje zabawki i pobiegłem nad Jezioro Bez Imienia. Potem rozłożyłem zabawki i się bawiłem i zapomniałem o wszystkim. Potem mi się znudziło i poskładałem wszystko, a potem skakałem na skałach, które były obok Jeziora Bez Imienia. Nagle zadrżała ziemia, a  potem z nad tafli wody wynurzył się Kryształowy Pałac. Pałac miał pięć wież: szmaragdową, szafirową, bursztynową, rubinową, a na samym środku była diamentowa wieża. Był piękny, a że dzień był słoneczny i pogodny błyszczał bardzo mocno. Pałac odbijał się w tafli wody co dawało przepiękny efekt.Do środka pałacu można było wejść tylko przez szmaragdowy most. CDN.
Zdjęcia:





wtorek, 2 grudnia 2014

Wspomnienia z dzieciństwa-Wataha Wilków Kamieni Szlachetnych cz.1

-Panie alfo niech nam pan opowie o Watasze Wilków Kamieni Szlachetnych!-zapytał mnie Alfik.
-O matko ile ja wam razy to opowiadałem, a potem przytulacie się do mnie!
-Prosimy!-Krzyknęły chórem wszystkie.
-Nigdy jej nie słyszałam.-powiedziała Layla chociaż 100 razy to słyszała.
-Ehh...No dobra!-
-Hura!-
Siedzieliśmy przy ognisku. Layla przybliżyła się do mnie, a dzieciaki usiadł wygodnie, a ja sam zacząłem snuć tę opowieść:
"Kiedy byłem mały bawiłem się sam.Nikt mnie nie lubił nawet Ticketeye, który miał się mną opiekować.Pewnego dnia bawiłem się pod drzewem tam za domem naszej pani doktor.Ustwaiaółem sobie szyszki jako drzewa, a za wilki miałem żołędziowe stworki.Potem przyszedł bardzo, ale to bardzo wściekły Ticketeye i zapytał:
-Co zrobiłeś tej małej?-
-Zależy, której małej?-odpowiedziałem, ale ten wrzasnął na mnie:
-Przecież wiesz o co mi chodzi, a dokładniej o Laylę!-jego głos zabrzmiał poważnie i wtedy mi się przypomniało, że Blade (czyt. Blejd) chciał ja skrzywdzić w krzakach, ale tylko ja ich znalazłem w porę, a potem sam uciekł i pewnie on poskarżył, że to ja ją zbiłem!CDN.

poniedziałek, 24 listopada 2014

od Nera do Layli-Czy ja tylko go widzę?


Od dwóch dni miałem dziwne sny. Poszedłem do szamana, ale ten ich nie rozumiał. Śniło mi się, że przechodzę przez rzekę, ale po mojej prawej stronie, tam gdzie jest mały wodospad stał czarny i potężny wilk.Bałem się go, ale on mi nie robił krzywdy i zawsze uciekałem.Przez ten sen stałem się nerwowy i spięty. Zawsze, gdy mieliśmy iść na łowy udawałem chorego, ale niestety wszyscy zwietrzyli mój podstęp i siłą musieli mnie ciągnąć do rzeki.Żeby jeszcze było mało powiedzieli mi strażnicy, że mam łowić ryby sam, a oni będą chorzy. No fakt nie chciałem iść, ale miałem powody. Po patrzyłem się na prawo i stał tam ogromny, czarny wilk ze skrzydłami. Zostawiłem wszystko i bardzo powoli odwróciłem się do niego tyłem i wrzeszcząc biegłem przez. Wpadłem w strażników, a ci widząc moje oczy zanieśli mnie do doktora! Byłem w szoku. Nally mnie biła po pysku, abym się otrząsł, ale nic to nie dawało. Miałem duże oczy ( Layla mówiła mi, że jak taki wystraszony byłem to oczy miałem jak radary), trząsłem się i mamrotałem:
-Tam...On...Duży...Czarny...Skrzydła!-
Zostałem na obserwacji, a strażnicy poszli na miejsce zdarzeń, lecz nic nie widzieli. Potem, żeby specjalnie mi dokuczyć powiedzieli wszystkim, że ja się boję ryb.Layla nie śmiała się, bo ja się nigdy nie bałem się ryb, więc poszła nad rzekę.Popatrzyła się na wodospad i tam stał smutny wilk. Layla podeszła i zapytała:
-Dlaczego płaczesz?
-Bo nikt nie chce mnie przyjąć do watahy, bo jestem wilkołakiem i jestem straszna!-odpowiedziała wilczyca.
-Wcale nie jesteś straszna.-
-Właśnie, że jestem, bo jeden wilk się już mnie przestraszył.-
-ha, Nero? Taki czarny wilk?-
-Mhm...-
-Daj spokój, chodź porozmawiasz z nim i wyjaśnisz wszystko. A jeszcze jedno jak masz na imię?-
-Mam na imię Arkati.-
-Ładne imię, ale jeśli chodzi o wilkołaka to się nie przejmuj, bo mamy w swoim składzie trzy wilkołaki.
-No, dobra.-
Po 15 minutowej wędrówce przyszliśmy na nasze legowiska.Weszłyśmy i tam był Nero i gdy zobaczył Arkati to spadł ze stołu lekarskiego i mówił:
-Nie! Zostaw mnie!Idź stąd! Nie bij!-
Trzasnęłam Nera z całej siły w pysk, a ten tylko pisnął:
-To bolało.-
-Zamknij się Nero! To jest Arkati i jest wilkołakiem.-
-Dzień dobry!-odpowiedziała Arkati.
-Arkati, przepraszam cię.-
-Spoko, każdy się mnie boi, więc się już przyzwyczaiłam.-
Po wyjściu od Nally było słychać gwizdy, a po dwóch dniach Arkati była przyjęta i ożeniła się z Radioactive'm. KONIEC!
Arkati: 
River- Version 2 by Arkarti
..:green:.. by Arkarti

piątek, 31 października 2014

Halloween'owa Noc na Desperados

Dzieciaki nie mogły się już doczekać tej słodkiej, a jednocześnie strasznej nocy.W tę właśnie noc przychodzi do nas wilczyca imieniem Halloween, która bardzo lubi dawać naszym pociechom cukierki.Ale ta noc była inna niż zwykle...
Ten dzień jak zwykle zapowiadał się bardzo dobrze.Szczeniaki nam pomagały w dekorowaniu, a my w wymyślaniu im strojów.W tą noc była pełnia księżyca, więc Green Moon, Eksaliburowi i Radioactiv'iemu odbijało.Nastąpiła noc, a dzieciaki z wielkim uśmiechem przychodziły, pukały i pytały:
-Cukierek, albo psikus?-
Było bardzo śmiesznie, bo Sky;owi zabrakło cukierków :P , ale Halloween go poratowała.Zauważyłem, że nasze wilkołaki wyskoczyły, a potem pobiegli niczym strzała krzycząc i skomląc " Ratunku, pomocy!", ale nikt nie wiedział o co chodzi. Potem zauważyliśmy jeźdźca bez głowy, a za nim z całą Watahę Chodzącej Śmierci! Przeląkłem się, ale potem rozmyślałem, że coś tu jest nie tak.Wataha Chodzącej Śmierci przyszła złożyć nam wizytę na Halloween, a potem była wielka uczta!Nastepnie po uczcie poszliśmy na Polanę Dusz i Las Duchów.Widzieliśmy swoich bliskich i opowiadali nam jak to ich widzimy i jak jest tam na tych Wiecznych Łowach.Zapamiętam tę noc bardzo dobrze ! 
MIŁEGO HALLOWEEN!
Halloween:

Reklamy dla naszej watahy!

Gdyby ktoś chciał reklamować mojego bloga byłabym mu bardzo wdzięczna! Oto reklamy dla naszego bloga:
















Jeśli ktoś ma Facebooka to proszę polubić naszego fanpage'a tutaj:
Wataha wilków lazrowego morza-facebook
Dziękuję!

Konflikt cz. 3 ostatnia

Byłem wkurzony na Laylę cały dzień, a ona nic sobie z tego nie robiła. Potem się uspokoiłem i pobiegłem do straży, bo mnie wołali. Gdy przybiegłem Sam siedział i zapytał mnie:
-Może czas się pogodzić?-
-Tak, masz rację Sam, ale najpierw odpowiedz mi dlaczego chodzicie na nasze tereny łowieckie?-
-Ehhhh...No, bo Wataha Cienia nam je zabrała i nie mamy dość żywności!-
-Wiesz, możemy ci pomóc w odzyskaniu waszych terenów.-
-Naprawdę?-
-Tak!-
-Wielkie dzięki Nero!-
-Nie ma za co!-
Następnego dnia nasi strażnicy i  żołnierze wyruszyli na wojnę. Po 3 godzinnej bójce Wataha Zmierzchu miała swoje tereny łowieckie, a ja po powrocie zostałem tatusiem :) .

czwartek, 30 października 2014

Konflikt cz. 2

Następnego ranka wstałem, le się zdziwiłem, że nie ma przy mnie Layli.Bałem się o nią, bo była w ciąży i już było widać brzuszek :P . Wyszedłem z jaskini i zapytałem strażników:
-Wiesz, gdzie jest Layla?-
-Widziałem ją koło waszych granic pomiędzy Watahą Zmierzchu, a naszymi terenami łowieckimi!-odpowiedział.
"Co jej upadło na mózg!"-pomyślałem.Potem pobiegłem jak strzała i tam jej nie było. Bałem się o nią.Po 23 min. zobaczyłem, że wychodzi z terenów Watahy Zmierzchu i  na dodatek rozmawiała z Leah! Krew się we mnie zagotowała i wrzasnąłem:
-Layla, co ty tam robisz choć tu natychmiast!
Layla przyszła do mnie delikatnym truchcikiem i zapytała mnie ze spokojem:
-Dla czego się drzesz na cały las?
-Layla!
-No, co?!-
-Nie dość, że wyszłaś bez żadnego słowa to jeszcze idziesz na inne terytorium!-
-Rozmawiałam tylko z Leah, żeby porozmawiała z Samem!-
CDN.

niedziela, 26 października 2014

Konflikt cz. 1

Nasza wyspa jest podzielona na różne terytoria watah. Na zachód od naszej znajduj się nasze tereny łowieckie i granica z Watahą Zmierzchu.Pewnego dnia zauważyłem tam Sama, który nic sobie nie robił z tego, że jest na czyimś terytorium. Najciszej jak potrafiłem za kradnąłem się do niego i gdy byłem dość blisko to wyskoczyłem. Niestety on szybko zamienił się w ogromnego czarnego wilka i mnie przygniótł, na szczęście przed skokiem zawiadomiłem o tym watahę i już biegli na pomoc.Sam wstał i szybko podszedł do swojego terytorium i usiadł sobie patrząc na mnie szyderczo. Kiedy wataha przyszła zdziwiła się, bo Sam był na swoim terytorium. Jednak dwoje strażników i Layla zauważyli, że był tu jakiś podstęp. Następnego dnia powiedziałem tym strażnikom, żeby patrolowali tamte okolice.CDN.
P.S. To jest mój pierwszy taki  kolaż, więc proszę bez hejtów!









Kliknij, aby powiększyć!

sobota, 25 października 2014

Klątwa Krwawego Szachowca

Dawno, dawno temu, był sobie wilk.Był bardzo piękny i silny.Każda samica chciała go mieć, ale wybrał jedną tą jedyną.Pewnego dnia zauważył Dead (czyt. Did żywioł śmierci i bogini śmierci) była nieprzytomna i strasznie miała pogryzioną szyję, z której lała się czarna krew. Rick (imię wilka) bał się, ale jej nie zostawił tylko zawołał resztę watahy, ale ci gdy ją zobaczyli pouciekali do swoich jaskiń, lecz ją nie zostawił. Wziął jej ciężki łeb i delikatnie, małymi kroczkami niósł o swojej jaskini.Jego żona bardzo się zdziwiła, ale mimo to pomogła jej.Opatrzyła ranę, odkaziła i zawinęła w bandaż.Po dwóch dniach nieprzytomności, Dead obudziła się.Rick zauważył, że jej hobbym jest granie w szachy.Miał akurat w domu szachy i te szachy jej podarował.Dead mu podziękowała i za tą opiekę dała Rickowi dar i żywioł umysłu.Rick oczywiście podziękował jej.Po dwóch miesiącach Rickowi urodziły się dwa wspaniałe basiory, ale okazało się, że żona i jego dzieci są poważnie chore, a po tygodni w strasznych męczarniach umarli.Rick zamknął się w sobie, a potem, żeby zapomnieć o śmierci żony i dzieci zaczął grać w szachy.Szło mu nieźle i zawsze wygrywał, ale pewnego dnia przyszedł tajemniczy  wilk i Rick'a ograł. Ten z gniewem rzucił się na niego i go zagryzł.Okazało się potem, że to była Dead.Dead wstała z pogryzieniami na swoim ciele i powiedziała:
"Rick byłam głupia,że ci dałam logikę i za to posiądziesz karę.Do końca świata nie zobaczysz się z żoną, ani z dziećmi tylko będziesz miał całe poharatane ciało jak ja i od dziś będziesz nosił miano Przeklętego Krwawego Szachowca!Niech się strzegą się ci, którzy oszukują i zabijają po przegranej!" na to Rick powiedział: "Dead jeśli ja nie mogę to ty jeśli spotkasz żonę z dziećmi pozdrów je ode mnie.Dobrze?".Dead zgodziła się i do końca świata błąka się po Lesie Duchów, a czasami błąka się wsród szachowców.O to Klątwa Krwawego Szachowca!
Krwawy Szachowiec (demon, Rick):

poniedziałek, 20 października 2014

Daisy

W tamtym opowiadaniu zapomniałam dodać, że Daisy została przyjęta do watahy i już może chodzić i swobodnie biegać, a potem ożeniła się ze Skayem i mieli dzieci :P .

niedziela, 19 października 2014

Czy tajemniczy wilk ma coś wspólnego ze znikaniem naszych wader? cz.5 ostatnia

Rano wstałem i wyszedłem przed jaskinię i oczywiście wszyscy byli gotowi tylko nie ja.Zapytałem Nera:
-Jaki mamy plan?-
-No, więc Layla posłuży za przynęte, a gdy ten wilk wyjdzie, żeby porwać Laylę to wtedy strażnicy wyskoczą na niego z siatką.-odpowiedział.
-Aha to kiedy wyruszamy?-
-Teraz!-
Po 30 min. byliśmy już nad brzegiem i tam Nero wypchał na brzeg Laylę, która miała napełniać bukłaki.Po chwili zjawił się wilk, ale Nero nie drgnął.Wilk objął Laylę i zatkał jej pysk.W końcu strażnicy rzucili się na niego i złapali go.Nero pochwalił strażników:
-Dobra robota panowie, a ty debilu powiedz, gdzie są samice?-
-W mojej jaskini, ale nic im nie robiłem, po prostu porywałem je, bo czułem się samotny!-
I znowu po 30 min. nasza wataha była cała i zdrowa, tylko szkoda mi było Ekskalibura, bo był smutny.Pewnej nocy poszedł nad Skałę Płaczącego Wilka i chyba faktycznie tam płakał, bo Nero poszedł do niego i zapytał:
-Co się stało Ekskaliburze?-
-Boję się, że mnie wataha nie przyjmie!-
-A to niby czemu?-
-Bo...Bo...Bo jestem wilkołakiem!-
-Nie przejmuj się tym, bo w watasze mamy 2 wilkołaki.-
-Naprawdę?-
-Ależ oczywiście!-
Następnego dnia odbyła się narada watahy czy Ekskalibura przyjąć, czy też nie.Po 2 godzinnej naradzie postanowiliśmy, że Ekskalibur zostaje.
-Sky?-zagadnął do mnie następnego dnia.
-Tak?-
-Przepraszam, że cię zgniotłem.-
-Nic nie szkodzi, chyba ci podziękuję, bo poznałem fajną laskę.-
-Czyli wybaczasz?!-
-Tak.-
KONIEC!
Ekskalibur:
Jako wilk:

Jako wilkołak:











Daisy:











Takie obrazki:
Edward fails, Jacob ftw by stormboundSave the Wolves Stamp by Misaki-chiI Howl At The Moon by jupitersnestWild Spirit Wolf Sanctuary Stamp by dakazi

piątek, 17 października 2014

Czy tajemniczy wilk ma coś wspólnego ze znikaniem naszych wader? cz. 4

Następnego dnia poszedłem do Nera.Zapukałem.Zza drzwi było już słychać kroki. Otworzłym mi je Nero, który był bardzo dziwnym nastroju i z przerażenia z zapytałem:
-Co ci się stało Nero?-
Westchnął i powiedział:
-Nie spałem dzisiaj z Laylą, a to jest mój zmarnowany dzień!-
-Nero?-
-Co?!-
-Mogę porozmawiać z tobą na osobności?-
-Mmmmm...No dobrze, tylko zaczekaj, bo przecież na goło nie pójdę.-
-Dobra to czekam!-
-No dobra to o czym chciałbyś porozmawiać?-
-No, bo w klinice jest suczka imieniem Daisy...-
-I...-
-I nie może chodzić, bo jej nogi przejechał samochód...-
-I...-
-I chciałbym, żebyś ją uzdrowił i żeby dołączyła do nas.-
-Ale czy ona tego chce?-
-Tak!-
-Skąd wiesz?-
-Bo rozmawiałem z nią!-
-Aha, ok to gdzie ona jest?-
-W klinice, ale jest jeszcze druga sprawa.-
-Jaka?-
-Czy  zauważyłeś, że kilka samic zaginęło.-
-Yhy...A wiesz przez kogo?-
-Nad rzeką co rano jest bardzo silny wilk, który nalewa dużo bukłaków i czuć od niego nasze samice!-
-Aha, ok to jutro z samego rana nad brzegiem!-
-Rano?!-
-Tak!-
-HPF!-
CDN.

Czy tajemniczy wilka ma coś wspólnego ze znikaniem naszych wader? cz. 3

Po dwóch dniach wyszedłem z kliniki.Szkoda mi było Daisy.Poszedłem na swoje terytoria. Po 12 min. marszu doszedłem i gdy zobaczyłem, że szczeniaki jedzą same najlepsze kąski jelenia to krew się u mnie zgotowała, ale wiedziałem, że strażnicy rzucą się na mnie.Zmieniłem się, więc w szczeniaka i podszedłem.Gdy byłem już wystarczająco blisko jeden wrzasnął na mnie:
-Sky!!!!
-No, co?!-
-Ja już znam te twoje sztuczki!-
Wziął mnie za kark i zlał mnie :'( , a Nero powiedział ze spokojem do niego:
-Rico, daj spokój to jeszcze dzieciak!-
-Ale...-
-Ciiiiiiii!-
Strażnik dał mnie Nerowi, a on odwrócił mnie i trzasnął w mój biedny tyłek :'( .
-Ałłłłłłłłłłłłłaaaaaaa-
-Co to ma być?- wrzasnęła Layla, która wyszła z jaskini.
-No, ale kochanie...-
-Żadnych ale, postaw małego na ziemię, bo ci ukręcę ucho!-
-Nie, tylko nie to-
-O i jeszcze coś nie śpisz dzisiaj ze mną!-
-Kochanie!-
-Sky zabiję cię!-
-Masz za swoje-
CDN.
P.s. Przepraszam, że tak mało piszę, bo nie mam pomysłów :'( ./Layla and Nero

wtorek, 7 października 2014

Czy tajemniczy wilk ma coś wspólnego ze znikaniem naszych wader? cz.2

Zasapany przybiegłem do legowisk, ale oczywiście na mojego pecha nikogo nie było, bo jak wstali to poszli na łowy -_- .Nie wiedziałem co robić, więc usiadłem przed moją jaskinią i pomyślałem.Po ok. 3 min. coś mnie oświeciło, że gdybym poszedł do człowieków w weterynarii to by coś wiedzieli o wilku.Trochę się bałem, ale z małym przerażeniem poszedłem.Szedłem sobie główną droga, gdy coś wielkiego, czarnego i masywnego skoczyło na mnie i przygniotło.Darłem się, ale brakło mi tchu i straciłem przytomność, więc nic nie pamiętałem po tym wypadku. Obudziłem się w klinice w klatce z przerażenia podniosłem łeb, a jeden z czuwających strażników krzyknął do ściany:
-Hej, Helena Sky się obudził!-
Nie wiedziałem nawet, że ściany mają na imię Helena i popatrzyłem na strażnika, a potem z dziwienia przekręciłem głowę.Potem zza drzwi usłyszałem skomlenie i głos zza drzwi powiedział:
-Już idę!-
Zza drzwi wyszła pani weterynarz z wielką strzykawą.Skuliłem ogon i podszedłem do tylnego kąta klatki i skomlałem.Pani weterynarka powiedział do mnie:
-Nie bój się Sky to nie dla ciebie.-i pogłaskała mnie przez kraty po łebku.
Pośledziłem ją wzrokiem i rzeczywiście koło mojej klatki była druga z piękną samiczką :P, która od roku nie mogła chodzić ponieważ przejechał jej nogi samochód :'( . Zaciekawiony zapytałem:
-Skąd jesteś?-
Delikatnym głosikiem powiedziała:
-Z Nowego York'u.-
-A jak masz na imię?-zapytałem ponownie.
-Mam na imię Daisy, a ty ?-
-Woah Stokrotkę mamy.Ja mam na imię Sky, Słodziutka.-
-Jeśli masz mnie poderwać to ostrzegam nie tak łatwo u mnie.-
-Ooo..Daj spokój już nie jedna dała się mnie.Jestem dobry.-
-No to ty masz pecha, bo ja nigdy nie będę chodzić, nigdy nie wyjdę z tego przeklętego miejsca, nigdy nie uwolnię się z tej klatki i zastrzyków!-
-Daisy, spokojnie znam takiego wilka co ci pomoże!-
-Sky...-powiedziała ze łzami w oczach.
-Tak Stokrotko?-
-Obiecaj mi, że jeśli wyjdziesz odszukasz tego wilka i zapytaj go gdybym chodziła to czy bym mogła
dojść do jego watahy?-
-Ależ oczywiście, ae ty mi obiecaj, że ty mnie pocałujesz w usta?-
-Zgoda!-
CDN.

czwartek, 2 października 2014

Czy tajemniczy wilk ma coś wspólnego z znikaniem naszych wader? cz. 1

Od pewnego czasu zauważyłem, że nasze wadery gdzieś szły i nie wracały.Pewnego dnia wstałem i mnie bardzo suszyło, oczywiście ja tempy nie napełniłem wczoraj bukłaków.Więc pomyślałem, że nie będę nikogo wysyłać tylko sam pójdę nad potok, a rzeźkie powietrze sprawi, że się szybko obudzę. Po pół godzinnym spacerze dotarłem do celu. Klęknąłem i przemyłem twarz, a potem napełniłem dwa bukłaki.Gdy już były napełnione poszedłem w krzaki, a za krzakami już była ścieżka prowadzące do naszego legowiska.Gdy byłem już za krzakami coś mi mówiło " Kucnij i patrz zza krzaki" i tak postąpiłem.Nie musiałem długo czekać, bo z naszego terytoria wyszedł czarny wilk.Myślałem, że to Nero, ale to nie on był.Ten wilk był bardziej umięśniony i widać, że był bardzo silny, więc siedziałem najciszej jak mogłem.Potem nie wiem co mi się stało, ale przemieniłem się w wilka, który chodził na dwóch łapach ( my przeważnie zmieniamy się w wilkołako podobne wtedy, gdy musimy lub na legowisku czy polowaniach).Okazało się, że ten wilk miał jakąś energię, która powodowała zmiany w moim ciele.Na przemianę już nie zwracałem uwagi i co sił w nogach pobiegłem po straże i Nera. CDN.

niedziela, 28 września 2014

Od Layli do Nera-Pytania dzieci, które czasem zadziwiają dorosłych

Wyszłam po moją córkę do szkoły, a mój mąż został w jaskini.Gdy wracałam to wstąpiłam jeszcze do sklepu po jedzenie na obiad. Wróciłam i oczywiście Nero (mój mąż) siedział i czytał gazetę.Nike usiadła przy stole, a ja wzięłam się za obiad.Chwilę była ogłuszająca cisza.W końcu Nike nie wytrzymała i zapytała tatusia:
-Tato?-
-No, co?!-
-Odpowiesz mi na kilka pytań, bo pani nam zadała i muszą na nie odpowiedzieć tylko tatusiowie!-
-No dobra, to dawaj!-
-Jak się robi dzieci?-
-No, więc...-chwilę się zastanowiłem i popatrzyłem na Laylę, która widziała moje zakłopotanie, więc z zwycięską miną odpowiedziałem:
-Musi być para, czyli samiec i samica.Muszą najpierw dobrze się poznać i zakochać się w sobie.Potem muszą wziąć ślub, a potem, gdy są już małżeństwem i chcą mieć dzieci to w nocy kładą się do łóżka i wtedy się przytulają bardzo mocno z miłości i po 9 miesiącach na świat przychodzą maluchy.-
-Tato, ale to pytanie jest po za zadanie domowe: czy zrobicie z mamą braciszka?-
-No wiesz my nie wiemy co wyjdzie, ale jak mama była z tobą w ciąży to obstawialiśmy, że to chłopczyk, więc nie mamy pewności, ale jeśli ci chodzi o rodzeństwo to ja się zgadzam, ale to od mamy zależy.-
-Mamo?!-
Popatrzyła się na mnie tak łaskawie, że w końcu powiedziałam, że się zgadzam, ale najgorsze było chyba przed nami i Niki zapytała:
-A czy mogę patrzeć jak wy robicie dzidziusia?!-
-No, ale Niki to jak będziesz się patrzyła to będzie dla nas trochę krępujące.-
-Czyli?-
-Czyli, że na przykład ty się myjesz, a tata na ciebie patrzy.-
-A przez dziurkę od klucza?!-
-NIE!!!- ofuknęliśmy Nike.
-Eee...Ale szkoda!-
-No to dawaj następne pytanie.-zacząłem zmieniać temat.
-YYYYYY...O jest!Czy jak się rodzi dziecko to boli?-
-To musisz iść do mamy, bo to ona rodziła.-
-Mamo?!-
-Na początek boli, ale potem można się przyzwyczaić.-
  -A jak się z tatą poznaliście?!-
-No, więc ja się kąpałam w rzece po Wodospadem Nadziei i nagle na swoich gołych piersiach poczułam czyiś dotyk.Próbowałam się drzeć, ale zakrył mi usta chustą.Następnie wziął mnie za nogi i przerzucił mnie na swój bark, a ten zaczął uciekać razem ze mną.Mając wolne ręce odkryłam chustę i się darłam "Ratunku, pomocy", ale nikt mnie nie ratował, bo przestałam, gdy poczułam porządnego klapsa w swój tyłek.Potem ten gość rzucił mnie na swoje łóżko i zaczął mnie ubierać w moje rzeczy, a potem zaczął mnie całować, potem wzięliśmy ślub i tak poznałam twojego tatę.-
-Bardzo dziękuję za wywiad.-odpowiedziała Nike i poszła do swojego pokoju. KONIEC!
Takie zdjęcia:





sobota, 27 września 2014

Drift

Lato tego roku było naprawdę upalne.Szczeniaki bawiły się w wodzie pod czujnym okiem naszego ratownika Aestate'a (łać. lato).Summer'owi nudziło się w wodzie, więc bawił się koło mnie budując zamki z piasku.Ratownikowi też nie było łatwo, bo był upał, a on siedział na skale, która od słońca się nagrzewała, no i tyłek piecze.Uparty jest jak osioł i wiercąc się patrzyła na nasze szczeniaki.W końcu nie wytrzymałem i zapytałem:
-Aestate, czy tyłek czasami ci się nie spala?!-
-A jeśli tak to co?-odpowiedział.
-No, bo czuć zapach spalonego tyłka.-
-Hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi!-Summer śmiał się za mną.
-No trochę parzy.-
-No to nie możesz patrzeć na szczeniaki z brzegu?-
-Byłoby mi źle, bo jestem tak przyzwyczajony.-
-Aha.-
Trochę mi się zaczęło nudzić i byłem odrobinę głodny.Przesunąłem się do koszyka piknikowego i wsunąłem łapę.Po chwili szukania na oślep jedzenia zadarłem się:
-AAAAAAAłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłaaaaaaaaaaaa!-
Wszyscy jak na komendę odwrócili łby w moją stronę, tylko jedna Layla śmiała się bez opamiętania.Delikatnie wyciągnąłem łapę z koszyka i z łzami w oczach popatrzyłem się na nią i warknąłem:
-Layla, co to ma być?!-
-To jest taka pułapka na Głodomory!-odpowiedziała ze śmiechem.
-No weź!-
-No dobra, dobra...-
Przez pół dnia miałem spuchniętą łapę.Po 30 min. spostrzegłem, że Aestate patrzy na nadchodzącą falę bardzo ciekawie, więc go zapytałem:
-O co chodzi Aestate?-
-Nero, chyba musisz sam to zobaczyć?-
Podał mi lornetkę i zwołałem Zombie, że by porwał tego malucha z fali i rzucił na ziemię.Po paru sekundach miałem go już przy sobie i gdy go zobaczyłem to był to ośmiomiesięczny szczeniak.Zapytałem go najspokojniej jak umiałem, chociaż od środka zżerała mnie wściekłość:
-Co robisz na moim terytorium?-
-No weź, no chciałem za imponować dziewczynie, a wy macie najwyższe fale no!
-No dobra odpuszczę ci tym razem.-
-Ale ja nie wiem gdzie to jest?!-
-A jak masz na imię i wataha?
-No mam na imię Drift i należę do watahy Autobots Wolf.-
-Aha, Zombie idź odprowadzić kolegę i nie rób mu krzywdy.-
I tak ten dzień nam minął.
A tak wygląda Drift:


środa, 24 września 2014

Kartka z Pamiętnika Ratchet

"Była to deszczowa noc. Biegłam przez las myśląc o moim dziecku, które leżało pod moim sercem.Byłam wystraszona, a jednocześnie szczęśliwa. Wyszłam po za granice naszej watahy, dlatego, że nie mogłam urodzić w swojej watasze dzieci, bo zbyt obawiałam się alfy.Weszłam na terytorium watahy Decepticon Wolf.Było ciemno, ale znalazłam miejsce.Była to jaskinia.Nie było przy mnie nikogo kto mógł mnie przytulić.Miałam ze sobą lampkę rybacką, którą postawiłam na małej półce skalnej.Zapaliłam i już było mi cieplej oraz czułam się bezpieczniejsza.Niestety nie na długo, bo zauważyli mnie strażnicy granic z watahy Decepticon Wolf, chwilę patrzyli i pobiegli.Bałam się jak nigdy w życiu, bo pomyślałam, że przyjdą z większą ilością, aby mnie zagryźć na śmierć.Po ok. 2 min. do jaskini wszedł Schockwave (Szokłejw).Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej jaskini.Megatron-żona Schockwave'a-razem z Healthym pomogła mi rodzić.Po 10 min. miałam przy sobie czwórkę wspaniałych maluchów.Byłam szczęśliwa, a Healthy (chociaż to nie jego dzieci ) podzielał moje zdanie.Schockwave pozwolił mi zostać na swoim terytorium kilka tygodni, bo zrozumiał, że Optimus nigdy nie za zna tego szczęścia. Rano usłyszałam wrzaski.Wyszłam z ciekawości, ale po chwili zrozumiałam, że to było niemądre. Przed jaskinią stali przed siebie Optimus i Schockwave oraz Healthy i Hide. Przeklinali, obwiniali, a w końcu popatrzył się na mnie Optimus i wrzasnął:
-Ty su**! Gdzie są te bachor*?!-
-Nie powiem!
Nie zwracając na Schockwave'a stanął przede mną i warknął:
-Oddawaj je!-
-Jeśli chcesz je dostać najpierw mnie zabij!-
Podniósł łapę, a ja przed śmiercią popatrzyłam mu w oczy.Chwile tak stał, ja delikatnie odchyliłam głowę na bok i zamknęłam oczy, które były we łzach, ale nie poczułam bólu.Gdy otworzyłam oczy to Optimus szedł na swoje terytoria.Trochę żal mi go było i postanowiłam, że wrócę. Następnego dnia wróciłam do swojej jaskini.Gdy weszłam to nie uwierzyłam własnym oczom. W mojej jaskini siedział Optimus z puszczoną głową i miał zalane oczy łzami.Szturchnęłam go delikatnie nosem w jego grubiutki brzuch :P . Odwrócił się i mnie przytulił :) .Myślałam ,że to sen, ale po chwili przyłączyłam się do przytulania.Optimus mnie przeprosił, a potem bawił się z moimi dzieciaczkami! "
P.S. To był słodki widok! :)
Nękanie taty :P by antubis0:

I Firefly też by antubis0:
What if... Pup by antubis0

sobota, 20 września 2014

Od Nera -wilk Kelpie (czyt. Kelpi)

Tamtego wieczoru obiecałem dzieciakom, że pójdziemy rano nad rzekę Heroicę, aby złowić kilka ryb.Nie wiedziałem jednak, że tak wcześnie wstają.Gdy spałem jeszcze smacznie poczułem jakby mnie ktoś kołysał, na tyle mocno, abym się obudził.Otworzyłem zaspane oczy, a nad mną stały maluchy. Zaspany zapytałem:
-Po, co tutaj przyszliście, przecież jeszcze słońce nie wstało?!-
-Nero, chodź potem sobie pośpisz.-
-Obudźcie mnie jak wstanie słońce, bo nie pójdę z wami!-
-Nero, ty leniwcze, ty śpiochu, aleś jest!-
-Miki!-
-No dobra, dobra jak nie to nie...HPF-
Zawiedzione i smutne poszły do swoich jaskiń.
Wstałem razem ze słońcem.Gdy wyszedłem z jaskini to zobaczyłem przed sobą gromadkę maluchów.Już miały wszystko przynęty, wiadra, wędki itp.Zapytałem z ciekawości na ich reakcję:
-No, to co idziemy?-
-TTTTTTTTTAAAAAAAAAKKKKKKKK!-odrzekły chórem.
Jeszcze na chwilę wszedłem do jaskini po wiadro i wędkę.Na koniec pocałowałem śpiącą Laylę.Szliśmy ok. 15 min.Nagle spostrzegliśmy na brzegu coś perłowego i lśniącego.Maluchy zaciekawione położyły na ziemi swoje rzeczy i pobiegły.Ja szedłem za nimi, ale gdy zobaczyłem to z bliska to myślałem, że dostane zawału.TO BYŁ WILK KELPIE.Ale mi tu coś nie pasowało.Gdy młode kelpie się rodzą to razem z ogonem, a samica może zajść w ciążę, gdy ogon zamieni się w tylne nogi.To była samica z wielkim brzuchem i już przez ogon można było już widać tylne nogi.Wziąłem się na odwagę i przystawiłem ucho do brzucha, było słychać kopnięcia.Odrobinę przestraszony powiedziałem maluchom:
-Nunusie, czy możecie polewać ją wiadrem, a ja szybko pobiegnę po panią doktor?!-
-Oczywiście!-powiedział Miki.
Na szczęście pomógł im Zombie-mój smok.Gdy Nally już była na miejscu wzięła się szybko do roboty i tylko to powiedziała:
-Ona jest zbyt młoda, by zajść w ciążę bliźniaczą!-
Wyciągnęła z torby lekarskiej stetoskop, a potem skalpel.Wziąłem się za głowę, bo myślałem, że chce jej zrobić aborcję i wrzasnąłem:
-Nally co ty robisz?!-
-Albo się zamkniesz, albo jej i dziecka nie uratuje!!-
Jak zwykle na widok cięcia zemdlałem i po 4 min. obudziłem się.Potem zobaczyłem machającego kelpie z młodym (to był słodki widok), podziękowała i odpłynęła w głębiny.Potem złowiliśmy kilka ryb i poszliśmy do domu nic o tym zdarzeniu nie mówiąc.
Wilk Kelpie:
The Wolves in the Waterfall by Novawuff

czwartek, 18 września 2014

Ostatni przedstawiciel indiańskiego plemienia-Kyushumashi cz. 2 ost.

Następnego dnia Kyushumashi poszedł znów nad Wodospad Nadziei.Chwile nie wracał, no ale cóż też bym się martwił, gdyby moja rasa wyginęła, a ja byłbym ostatnim samcem na tej Ziemi.Przyszedł do mnie tajemniczy wilk i tylko to powiedział:
-Mają samicę!-
Jakoś to dziwnie brzmiało.Rozmyślałem tę wiadomość, kiedy usłyszałem najpierw strzał, a potem przenikliwy krzyk:
-Aaaaaaaaaaaaałłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł-
Strzał dobiegł z nad Wodospadu Nadziei i niczym strzała pognałem tam.Nie zastałem tam Kyushumashi'ego.Zobaczyłem tylko odjeżdżający pickup naszego Parku Narodowego.Pobiegłem za nim i wskoczyłem do przyczepki.Na przyczepce leżał koc.Odkryłem, a pod kocem był Kyushumashi.Budziłem go, ale się nie dało, w końcu dostrzegłem wbity w jego tyłek strzałkę.Wyciągnąłem i powąchałem.Potem zrozumiałem tę wiadomość, co mi ten tajemniczy wilk powiedział.Dojechaliśmy do kliniki weterynaryjnej na naszej wyspie.Z pickup'a wyszło dwóch panów, a ja bojąc się nich przytuliłem się do Kyushumashi'ego i przykryłem siebie i mojego przyjaciela kocem. Chwilę coś gaworzyli, a potem jeden poszedł po panią doktor, a drugi odkrył koc i zapytał z uśmiechem:
-Co tu robisz malutki?-
Miałem mu pokazać kły, ale powstrzymałem się i położyłem łapę na Kyushumashi'm.
-A to dla tego przeszedłeś...przyszłaś po swojego przyjaciela!-odparł ze śmiechem.
Teraz na serio się wkurzyłem i pokazałem mu kły, gdy tak chwilę stałem i właśnie wtedy ten drugi przyszedł od pani weterynarz i wziął mnie za pysk i odwrócił mnie.Chwilę mnie dotykał po brzuch i w końcu powiedział:
-Przecież to jest samiec, a nie samica!-
-Daj spokój! Zobacz jakie stanowisko ma ten wilk.-
-No pokaż mały obrożę. Hmm... Imię: Nero, Wiek: 2 lata, Stanowisko: alfa...To nic dziwnego, że został z nim.-
-Nero?-wtrąciła się pani weterynarz.
-Mmm..No tak.-
-Przytrzymasz mi go na chwilę, bo muszę mu zrobić zastrzyk...-
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!-przez całą wyspę było słychać mój krzyk.Gdy mnie pani puściła to nie mogłem się ruszyć taki to ból był mocny w moim tyłku :'( .Potem wbiła zastrzyk Kyushumashi'emu, a po tym się obudził.Był taki nie wyspany i nie mógł się ruszać.Strażnicy wzięli go i włożyli do klatki.Ja nie mogłem się ruszyć, bo mnie ciągle bolał zadek.Po ok. 2 min. Kyushumashi wyszedł z jakąś samicą.Zapytałem z zaciekawieniem:
-Jak ma na imię twoja nowa przyjaciółka?-
-Ma na imię Ayati (Ajati) i jest indiańskim wilkiem czystej krwi!-
Po tych zdarzeniach wszyscy się ze mnie śmiali na całej wyspie!
Ayati:






















czwartek, 28 sierpnia 2014

Ostatni przedstawiciel indiańskiego plemienia-Kyushumashi cz. 1

Nasz szaman jest bardzo tajemniczy.Odpowiada na pytania, ale rzadko to się zdarza. Nas to zaciekawiło kiedy poszedł do pani doktor.Strażnicy puszczali sobie oczka, a dzieci śmiały się.Kiedy wyszedł poszedł od razu nad Wodospad Nadziei.Poszedłem po kryjomu za nimi i, gdy go zobaczyłem zrobiło mi się go żal.Podszedłem do niego i zapytałem:
-O co chodzi? Dlaczego płaczesz?Czy to dlatego, że dzieci się śmiały?!-
-Nie, nie o to chodzi.-odpowiedział zapłakany.
-Tylko o co?-
-No...Bo...Jestem...Ostatnim przedstawiciele indiańskiego plemienia.-potem się przytulił do mnie.Był to samiec roczny, więc nie miałem nic przeciwko.Jeszcze za pamięci nie znałem jego imienia i zapytałem o nie:
-Jak masz na imię malutki?-
-Ky...Ky...Kyushumashi i nie lubię, gdy ktoś do mnie mówi malutki.-
-Wybacz-
-Spoko-otarł łzy i nos, a potem wróciliśmy do domu. CDN.
Kyushumashi:

Dziwne spotkanie cz. 3 ost.

Po ok. miesiąc zacząłem pamiętać kim ja jestem i do jakiej watahy należę.Zawołałem Sagę, żeby mnie puściła do domu.Żałowałem tego.Gdy ona wyszła zobaczyłem jej brzuch i zapytałem:
-Czy to moje dziecko?-
-Nie Sky'a (czyt. Skaja)-
-Mam pytanie możesz mnie wypuścić do domu!-
-Oczywiście!Moi strażnicy ciebie odprowadzą do twoich granic!-
Gdy mnie odprowadzili i poszli to wtedy poszedłem na nasze legowiska.Zza krzaków zobaczyłem Laylę płaczącą. Wstałem, podszedłem i zapytałem:
-Czemu płaczesz?!-
-Bo...Bo...Bo Nero gdzieś jest i się o niego martwię.-
-Layla, Zobacz w górę.-
-N...N...NERO!-
Rzuciła mi się na szyję, ale ją zrozumiałem.Potem poszedłem do jaskini Skay'a i go opierniczyłem za to,że mnie nie uratował.Dobrze, że nasi strażnicy byli czujni bo byśmy się pozabijali.Potem poszedłem na kolację do swojej jaskini i wszystko potem opowiedziałem Layli, a ona się tylko śmiała.

Dziwne spotkanie cz. 2

Nagle ktoś mnie ogłuszył i straciłem przytomność.Obudziłem się w  jaskini alfy przywiązany do drewnianego słupka i miałem zawiązane usta.Szarpałem się, ale nie dałem rady się odwiązać.Usłyszałem kroki i zamknąłem oczy, żeby udawać spanie.Nie otwierając oczu słyszałem rozmowę Sagi z ojcem:
-Tato mogę go poślubić, mogę, mogę, mogę...?-
-Tak,ale najpierw zapytaj się czy ma inną, jakie ma stanowisko i ile lat.-odpowiedział.
-Tato!-
-No co.-
Potem poczułem ciężar na moim ciele. Z przerażenia otworzyłem oczy, a na mnie siedziała Saga.Buntowałem się, a ona zapytała mnie:
-No, to Nero może byś się przedstawił mojemu ojcu?-
Pokiwałem głową, że się zgadzam i odkryli mi usta i przedstawiłem się:
-Mam na imię Nero, mam 2 lata i jestem już jednej wiernej.-
-Mam pytanie...-zagadnął do mnie ojciec.
-Do jakiej watahy należysz?-
-Jestem alfą tej watahy-watahy wilków lazurowego morza.-
-Aha.Strażnicy weźcie go odwiążcie i dajcie go do jaskini mojej córki i go przywiążcie go mocno.-
-Tak jest!-
Wzięli mnie, a ja zacząłem się drżeć myśląc, że mnie ktoś usłyszy.Jeden mnie walnął w tył głowy i tym razem nie straciłem przytomności, tylko pamięć...CDN.

środa, 27 sierpnia 2014

Dziwne spotkanie cz. 1

Szedłem sobie przez las, gdy coś przykuło moją uwagę.Nad Stawem Lśniących Głębin przyczaiła się samica.W ogóle jej nie znałem.Wziąłem się na odwagę, podszedłem.
-Jak masz na imię i do jakiej watahy należysz?-zapytałem, ale ona wcale się nie ruszyła.Popatrzyłem na nią i akurat stała na samym skrajuszku brzegu.Delikatnie ją pacnąłem delikatnie w tył głowy, tak, że wylądowała w wodzie.Zaśmiałem się, a po chwili przestałem, bo ona się nie wynurzyła.Wskoczyłem za nią, ale jej nie znalazłem.Gdy się wynurzałem zastałem ją na brzegu mokrą.
-Mam na imię Saga, a do jakiej watahy należę to już moja sprawa.A ty?!- odrzekła wkurzona.
-Mam na imię Nero i sorka, że walnąłem ciebie, a ty wpadłaś do wody.Jeszcze raz przepraszam.-odpowiedziałem.
-Nero?!-
-Mmmm...No tak-ze zdziwieniem odpowiedziałem.
-Mój ty kochany Nero, wreszcie cię odnalazłam!-
-Yyyy...że co?A my się w ogóle znamy?-zacząłem uciekać, ale złapała mnie za ogon.
-Chodź do mojej jaskini, Nero.Zrobimy sobie dzidziusie o takie malutkie!-
Zacząłem uciekać wrzeszcząc:
-Zostaw mnie! Zostaw mnie!-

Ale niestety złapała mnie i przywiązała mnie do drzewa i zaczęła się do mnie przytulać.Gdy zacząłem rozumieć, że coś jest nie halo, darłem się ile mogłem.CDN.
SAGA:

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ratchet & Healthy cz.2 ost.

Gdy Ratchet poszła zapłakana do swojej jaskini zrobiło mi się trochę głupio, że tak postąpiłem wobec niej.W końcu pomyślałem: "A jeśli ona jest w ciąży"? Natychmiast pobiegłem za nią, ale jej nie zastałem w jaskini i spytałem straży:
-Gdzie, jest Ratchet?!-
-Nie wiem.-
-Jak to nie wiesz?-
-Daj mi spokój poszła w tamtą stronę.-
Pokazał mi drogę do granic naszej watahy z decepticonami.Niestety nie zastałem Ratchet, ale zastałem jej męża i spytałem:
-Czy ty jesteś tym decepticonem?-
-Ja nie jestem decepkiem tylko zwyczajnym wilkiem.-
-Jak masz a imię?-spytałem.
-Healthy, a ty to pewnie Hide-Ironhide?-
-Tak.-
-Czy wiesz może gdzie jest Ratchet?!Bo się o nią bardzo martwię.-
-Nie niestety.Ale ja się o nią bardziej martwię!-
-A to niby czemu?!-zapytałem z ciekawości.-
-Bo..bo...a zresztą co cie to obchodzi?!-
-A to!-
I rzuciliśmy się do bijatyki kiedy poczułem nagle zapach Ratchet.
-HEALTHY!-
-Co?!-
-Czuję zapach Ratchet.-
Wstałem i zacząłem wąchać ziemię, a potem pobiegliśmy.


Jej ślady prowadziły na tereny watahy wilków lazurowego morza, ale niestety nie przeszliśmy, bo przed nami stanął alfa i zapytał:
-Co, szukacie Ratchet nie?!-
-Coś ty jej zrobił?!-
-Na razie nic.-
-Ty zboczeńcu!-
-Jaki tam zboczeniec.Trzeba było trzymać język za zębami Hide.-
-Skąd ty wiesz jak ja mam na imię?!-
-To już moja sprawa.-
Nie wytrzymałem i rzuciłem się na niego.Bym był go zabił gdyby nie mama Nera.Nero był bardzo mały, ale jego mama była osiem razy większa ode mnie.Wzięła Nera za kark i coś tam mówiła mu, ale nie wiem co.Potem znowu przyszedł i powiedział:
-Tylko jeden może iść do Ratchet.-
-Ja chce-odpowiedziałem.-
-Zaprowadził mnie do jej jaskini.Bardzo płakała.Podszedłem, a ona wrzasnęła na mnie:
-Patrz coś zrobił ty...ty...ZDRAJCO!-
-Ratchet, ale o co chodzi?-
-To, ty nie wiesz?-
-Ale co?-
-Ja jestem z tobą w ciąży, a Healthy to mój przyjaciel, a przy tym Sentinel mnie wywalił!-
-Ratchet.-
Przytuliłem ją delikatnie.Potem podszedłem do Nera i zaytałem:
-Czy ona może tu zostać choćby na chwilę, a potem coś jej znajdę?-
-Może tu zostać ile tu chce!-
-Dzięki, a za tego zboczeńca to przepraszam.-
-Spoko!-
Potem poszedłem na tereny swojej watahy i ofuknąłem Sentiela:
-Ty wiesz cóżeś zrobił?!-
-To co do mnie należy!-
-Ach tak?To może powiedzieć watasze o...
-Dobra, dobra co chcesz,?!-
-Żeby Ratchet wróciła.-
-Ok.-
Po tych słowach poszedłem po Ratchet.Nero wydał mi ja bez problemu, ale jej powiedział na ucho:
-Zawsze możesz tu przyjść i zamieszkać z nami-
KONIEC
alternative text

wtorek, 29 lipca 2014

Ratchet & Healthy cz.1

Tego dnia zauważyłem, że Ratchet wychodzi ze swojej jaskini tylko w nocy.Chodziły mi różne myśli po głowie, ale mimo to postanowiłem ja śledzić.Przez ok. 20 min. Ratchet szła, aż do granicy Watahy Decepticon Wolf. Schowałem się za skałą i to co zobaczyłem nie mogłem uwierzyć własnym oczom.Ratchet spotykała się z decepticonem naszym największym wrogiem. Wyskoczyłem na skałę, a potem odbijając się od niej rzuciłem się na tego głupka decepticona.Niestety Ratchet go odepchnęła, a sama została powalona i przygnieciona prze ze mnie do ziemi.Warknęła na mnie:
-Ironhide! Co ty robisz?!-
-No, ratuję cię od decepticona!-
-To nie jest żaden decepticon to jest wilk najzwyklejszy i ZŁAŚ ZE MNIE!!!!-
-No, przepraszam.-
-Nie, ma przepraszam, buchnąłeś na mojego męża i zadowolony jesteś!-
-Ratchet.-
-Idź stąd.-
-Już ja dam ci popalić ty mały skurwy*****- powiedziałem cicho i wróciłem do watahy, a potem poszedłem do Sentinela i powiedziałem:
-Sentinel, wiesz co?-
-CO?-
-Ratchet spotyka się z decepticonem i jest żoną właśnie jego.-
-SŁUCHAM?!-
-No!-
-Już ja dam jej popalić!-
-No powinieneś.-
-Ok, dziękuję ci Hide, a z Ratchet się rozprawię jutro!-
Następnego ranka, gdy Ratchet szła z "Randki w ciemno" naprzeciw stanął Sentinel i fuknął:
-Ratchet, co to za szlajanie się w nocy?!-
-Mmm...No, bo ja...-
-Co no, bo ja jeszcze jedna sprawa, a wywalę cię stąd zrozumiano?!-
-T-t-tak S-s-sentinel.-
-Już do domu!-
Ratchet, gdy przechodziła ze łzami w oczach, a potem gdy się odwróciłą się do niego tyłem to Sentinel zafundował jej porządnego klapsa w tyłek i powiedział do straży:
-Macie ją pilnować dzień i noc.-
-Tak, szefie!-
CDN.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Fire-mały, ale żywiołowy

Fire dołączył do nas, gdy był mały.Pewnie miał kilka tygodni, bo był bardzo mały i golusieńki bez żadnej sierści.Gdy był mały był bardzo żywiołowy.Dorastał wśród rodziny zastępczej, ale gdy miał rok.Chciał poszukać swojej rodziny.Pozwoliłem mu, ale wiedziałem, że i tak wróci.No i oczywiście po 3 dniach wrócił i zrozumiał, że ma ogromna rodzinę pośród nas.Gdy miał już 2 lata odnalazł w sobie swój żywioł-ogień.Potem znaleźliśmy mu jaskinię w Ewigonie.Tylko jeszcze się nad tym zastanawiamy: jak się dogadał z Dragonoidem?
Fire:
Fire Wolf by Lucky978

Magiczni towarzysze: Emberici

Kosmos ma wiele nieodkrytych galaktyk, planet i tajemnic.Wilki z watahy kosmosu nie mają nic do ukrycia, są bardzo inteligentne i ciekawskie;ale za to nie mają towarzyszy.Jedynym towarzyszem w kosmosie są Emberici.Gdy są radosne są żółte, gdy są smutne pomarańczowe, a gdy są złe są czerwone.Nazwa się wzięła od imienia wilka Emberic.Gdy Emberic odszedł cały czas były one smutne.Wtedy na świat przyszedł Gerrio (czyt. Dżerrio).Widział ich smutek i nazwał je Emberici i odtąd Emberici cały czas mu towarzyszą!
Emberici:

czwartek, 24 lipca 2014

Podniebne królestwo Claymore

Niebo pod koniec lata jest bardzo magiczne.Zawsze nad Południowym wybrzeżem pojawia się zamek Clymore.Panuje tam poczciwy władca Cloud z rodziną.Na zamek można przybyć na smoku, pegazie, gryfie czy na innych latających stworzeniach.Bram strzegą dwa gryfy.Można wejść na dziedziniec, ale jeśli się da gryfom białą różę to one wpuszczają.Na prawo od zamku jest ogród.Co rano władca i ego rodzina chodzą tam i jędza śniadanie.W ogrodzie rosną najrzadsze rośliny.
Claymore:

Ogród:



Kalnex-towarzysz Layli

Gdy byłam mała szukałam swojego towarzysza.Próbowałam się zaprzyjaźnić z koniem kelpim, smokiem, a nawet z kameleonem.Nie udawało mi się.Gdy już szłam do domu zauważyłam nad Stawem Lśniących Głębin samicę tygrysa białego.Pierwszy raz je tu widzę, bo one zamieszkiwały krainę Zimnogór.Mnie to zaciekawiło i podeszłam bliżej.Samica patrzyła się na mnie, a potem na brzuch.Podeszłam najspokojniej jak umiałam i delikatnie położyłam łapkę na jej brzuchu.Myślałam, że jest w ciąży, ale nie.Miała ona pod brzuchem parę malutkich tygrysiątek. Przekręciła się na bok i wyciągnęła te dwa piękne tygryski i położyła się znowu na brzuchu.Tym razem jej dzieci zaczęły ssać jej sutki.Gdy one już skończyły to jeden podszedł do mnie i powalił mnie na ziemię.Mama jego tylko się uśmiechnęła, ale potem co on wyprawiał ze mną to się w głowie nie mieści.Najpierw wziął mnie za głowę i tarmosił po ziemi, potem wziął mnie za ogon, a jego brat za łebek i zaczęli się przeciągać kto najsilniejszy.Wieczorem wróciłam do domu rodzice moi mnie nie poznali, ale moja mama mnie wzięła ledwo żywą i mnie wykąpała.Następnego dnia wyszłam wczesnym rankiem, gdy już byłam na skraju wyjścia z jaskini to potknęłam się o.............koszyk.Wstałam i odkryłam kocyk.W koszyku było małe tygrysiątko.Wzięłam go i zaniosłam do rodziców.Pozwolili mi go zatrzymać, ale pod jednym warunkiem,że będę za niego odpowiedzialna.Nazwałam go Kalnex.Gdy już dorosłam Halny ( jeden z wilków wiatru) poprosił mnie, abym wypasała jego owce zamian za opłaty wolfdolarami, a kiedy jestem w niebezpieczeństwie to dostaje szału krwi i broni mnie.

Kalnex i mama:
Maluch białego tygrysa bawi się ze swoją mamą w Liberec Zoo
Z Laylą na halach:

zdjęcia Kobieta, Flet, Góry, Biały, Tygrys
Z bratem:

W wodzie:

W szale krwi: