Wyszłam po moją córkę do szkoły, a mój mąż został w jaskini.Gdy wracałam to wstąpiłam jeszcze do sklepu po jedzenie na obiad. Wróciłam i oczywiście Nero (mój mąż) siedział i czytał gazetę.Nike usiadła przy stole, a ja wzięłam się za obiad.Chwilę była ogłuszająca cisza.W końcu Nike nie wytrzymała i zapytała tatusia:
-Tato?-
-No, co?!-
-Odpowiesz mi na kilka pytań, bo pani nam zadała i muszą na nie odpowiedzieć tylko tatusiowie!-
-No dobra, to dawaj!-
-Jak się robi dzieci?-
-No, więc...-chwilę się zastanowiłem i popatrzyłem na Laylę, która widziała moje zakłopotanie, więc z zwycięską miną odpowiedziałem:
-Musi być para, czyli samiec i samica.Muszą najpierw dobrze się poznać i zakochać się w sobie.Potem muszą wziąć ślub, a potem, gdy są już małżeństwem i chcą mieć dzieci to w nocy kładą się do łóżka i wtedy się przytulają bardzo mocno z miłości i po 9 miesiącach na świat przychodzą maluchy.-
-Tato, ale to pytanie jest po za zadanie domowe: czy zrobicie z mamą braciszka?-
-No wiesz my nie wiemy co wyjdzie, ale jak mama była z tobą w ciąży to obstawialiśmy, że to chłopczyk, więc nie mamy pewności, ale jeśli ci chodzi o rodzeństwo to ja się zgadzam, ale to od mamy zależy.-
-Mamo?!-
Popatrzyła się na mnie tak łaskawie, że w końcu powiedziałam, że się zgadzam, ale najgorsze było chyba przed nami i Niki zapytała:
-A czy mogę patrzeć jak wy robicie dzidziusia?!-
-No, ale Niki to jak będziesz się patrzyła to będzie dla nas trochę krępujące.-
-Czyli?-
-Czyli, że na przykład ty się myjesz, a tata na ciebie patrzy.-
-A przez dziurkę od klucza?!-
-NIE!!!- ofuknęliśmy Nike.
-Eee...Ale szkoda!-
-No to dawaj następne pytanie.-zacząłem zmieniać temat.
-YYYYYY...O jest!Czy jak się rodzi dziecko to boli?-
-To musisz iść do mamy, bo to ona rodziła.-
-Mamo?!-
-Na początek boli, ale potem można się przyzwyczaić.-
-A jak się z tatą poznaliście?!-
-No, więc ja się kąpałam w rzece po Wodospadem Nadziei i nagle na swoich gołych piersiach poczułam czyiś dotyk.Próbowałam się drzeć, ale zakrył mi usta chustą.Następnie wziął mnie za nogi i przerzucił mnie na swój bark, a ten zaczął uciekać razem ze mną.Mając wolne ręce odkryłam chustę i się darłam "Ratunku, pomocy", ale nikt mnie nie ratował, bo przestałam, gdy poczułam porządnego klapsa w swój tyłek.Potem ten gość rzucił mnie na swoje łóżko i zaczął mnie ubierać w moje rzeczy, a potem zaczął mnie całować, potem wzięliśmy ślub i tak poznałam twojego tatę.-
-Bardzo dziękuję za wywiad.-odpowiedziała Nike i poszła do swojego pokoju. KONIEC!
Takie zdjęcia:
Strony
- Opowiadnia
- Wilki
- Tereny Watahy
- Legendy Przodków
- Czarny Rynek-Sklep
- Bogowie
- Stworzenie świata
- Wilki Żywiołów i rody
- Wilki pór roku
- Rasy Smoków na wyspie
- Watah Wolf's Rain
- Wataha wilków cienia
- Wataha wilków Deceptikon wolf
- Wataha wilków Autobots wolf
- Wataha wilków Ognia
- Wataha Zmierzchu
- Wataha wilków z Królestwa Aquaosa
- Moje prace
niedziela, 28 września 2014
sobota, 27 września 2014
Drift
Lato tego roku było naprawdę upalne.Szczeniaki bawiły się w wodzie pod czujnym okiem naszego ratownika Aestate'a (łać. lato).Summer'owi nudziło się w wodzie, więc bawił się koło mnie budując zamki z piasku.Ratownikowi też nie było łatwo, bo był upał, a on siedział na skale, która od słońca się nagrzewała, no i tyłek piecze.Uparty jest jak osioł i wiercąc się patrzyła na nasze szczeniaki.W końcu nie wytrzymałem i zapytałem:
-Aestate, czy tyłek czasami ci się nie spala?!-
-A jeśli tak to co?-odpowiedział.
-No, bo czuć zapach spalonego tyłka.-
-Hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi!-Summer śmiał się za mną.
-No trochę parzy.-
-No to nie możesz patrzeć na szczeniaki z brzegu?-
-Byłoby mi źle, bo jestem tak przyzwyczajony.-
-Aha.-
Trochę mi się zaczęło nudzić i byłem odrobinę głodny.Przesunąłem się do koszyka piknikowego i wsunąłem łapę.Po chwili szukania na oślep jedzenia zadarłem się:
-AAAAAAAłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłaaaaaaaaaaaa!-
Wszyscy jak na komendę odwrócili łby w moją stronę, tylko jedna Layla śmiała się bez opamiętania.Delikatnie wyciągnąłem łapę z koszyka i z łzami w oczach popatrzyłem się na nią i warknąłem:
-Layla, co to ma być?!-
-To jest taka pułapka na Głodomory!-odpowiedziała ze śmiechem.
-No weź!-
-No dobra, dobra...-
Przez pół dnia miałem spuchniętą łapę.Po 30 min. spostrzegłem, że Aestate patrzy na nadchodzącą falę bardzo ciekawie, więc go zapytałem:
-O co chodzi Aestate?-
-Nero, chyba musisz sam to zobaczyć?-
Podał mi lornetkę i zwołałem Zombie, że by porwał tego malucha z fali i rzucił na ziemię.Po paru sekundach miałem go już przy sobie i gdy go zobaczyłem to był to ośmiomiesięczny szczeniak.Zapytałem go najspokojniej jak umiałem, chociaż od środka zżerała mnie wściekłość:
-Co robisz na moim terytorium?-
-No weź, no chciałem za imponować dziewczynie, a wy macie najwyższe fale no!
-No dobra odpuszczę ci tym razem.-
-Ale ja nie wiem gdzie to jest?!-
-A jak masz na imię i wataha?
-No mam na imię Drift i należę do watahy Autobots Wolf.-
-Aha, Zombie idź odprowadzić kolegę i nie rób mu krzywdy.-
I tak ten dzień nam minął.
A tak wygląda Drift:
-Aestate, czy tyłek czasami ci się nie spala?!-
-A jeśli tak to co?-odpowiedział.
-No, bo czuć zapach spalonego tyłka.-
-Hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi!-Summer śmiał się za mną.
-No trochę parzy.-
-No to nie możesz patrzeć na szczeniaki z brzegu?-
-Byłoby mi źle, bo jestem tak przyzwyczajony.-
-Aha.-
Trochę mi się zaczęło nudzić i byłem odrobinę głodny.Przesunąłem się do koszyka piknikowego i wsunąłem łapę.Po chwili szukania na oślep jedzenia zadarłem się:
-AAAAAAAłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłaaaaaaaaaaaa!-
Wszyscy jak na komendę odwrócili łby w moją stronę, tylko jedna Layla śmiała się bez opamiętania.Delikatnie wyciągnąłem łapę z koszyka i z łzami w oczach popatrzyłem się na nią i warknąłem:
-Layla, co to ma być?!-
-To jest taka pułapka na Głodomory!-odpowiedziała ze śmiechem.
-No weź!-
-No dobra, dobra...-
Przez pół dnia miałem spuchniętą łapę.Po 30 min. spostrzegłem, że Aestate patrzy na nadchodzącą falę bardzo ciekawie, więc go zapytałem:
-O co chodzi Aestate?-
-Nero, chyba musisz sam to zobaczyć?-
Podał mi lornetkę i zwołałem Zombie, że by porwał tego malucha z fali i rzucił na ziemię.Po paru sekundach miałem go już przy sobie i gdy go zobaczyłem to był to ośmiomiesięczny szczeniak.Zapytałem go najspokojniej jak umiałem, chociaż od środka zżerała mnie wściekłość:
-Co robisz na moim terytorium?-
-No weź, no chciałem za imponować dziewczynie, a wy macie najwyższe fale no!
-No dobra odpuszczę ci tym razem.-
-Ale ja nie wiem gdzie to jest?!-
-A jak masz na imię i wataha?
-No mam na imię Drift i należę do watahy Autobots Wolf.-
-Aha, Zombie idź odprowadzić kolegę i nie rób mu krzywdy.-
I tak ten dzień nam minął.
A tak wygląda Drift:
środa, 24 września 2014
Kartka z Pamiętnika Ratchet
"Była to deszczowa noc. Biegłam przez las myśląc o moim dziecku, które leżało pod moim sercem.Byłam wystraszona, a jednocześnie szczęśliwa. Wyszłam po za granice naszej watahy, dlatego, że nie mogłam urodzić w swojej watasze dzieci, bo zbyt obawiałam się alfy.Weszłam na terytorium watahy Decepticon Wolf.Było ciemno, ale znalazłam miejsce.Była to jaskinia.Nie było przy mnie nikogo kto mógł mnie przytulić.Miałam ze sobą lampkę rybacką, którą postawiłam na małej półce skalnej.Zapaliłam i już było mi cieplej oraz czułam się bezpieczniejsza.Niestety nie na długo, bo zauważyli mnie strażnicy granic z watahy Decepticon Wolf, chwilę patrzyli i pobiegli.Bałam się jak nigdy w życiu, bo pomyślałam, że przyjdą z większą ilością, aby mnie zagryźć na śmierć.Po ok. 2 min. do jaskini wszedł Schockwave (Szokłejw).Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej jaskini.Megatron-żona Schockwave'a-razem z Healthym pomogła mi rodzić.Po 10 min. miałam przy sobie czwórkę wspaniałych maluchów.Byłam szczęśliwa, a Healthy (chociaż to nie jego dzieci ) podzielał moje zdanie.Schockwave pozwolił mi zostać na swoim terytorium kilka tygodni, bo zrozumiał, że Optimus nigdy nie za zna tego szczęścia. Rano usłyszałam wrzaski.Wyszłam z ciekawości, ale po chwili zrozumiałam, że to było niemądre. Przed jaskinią stali przed siebie Optimus i Schockwave oraz Healthy i Hide. Przeklinali, obwiniali, a w końcu popatrzył się na mnie Optimus i wrzasnął:
-Ty su**! Gdzie są te bachor*?!-
-Nie powiem!
Nie zwracając na Schockwave'a stanął przede mną i warknął:
-Oddawaj je!-
-Jeśli chcesz je dostać najpierw mnie zabij!-
Podniósł łapę, a ja przed śmiercią popatrzyłam mu w oczy.Chwile tak stał, ja delikatnie odchyliłam głowę na bok i zamknęłam oczy, które były we łzach, ale nie poczułam bólu.Gdy otworzyłam oczy to Optimus szedł na swoje terytoria.Trochę żal mi go było i postanowiłam, że wrócę. Następnego dnia wróciłam do swojej jaskini.Gdy weszłam to nie uwierzyłam własnym oczom. W mojej jaskini siedział Optimus z puszczoną głową i miał zalane oczy łzami.Szturchnęłam go delikatnie nosem w jego grubiutki brzuch :P . Odwrócił się i mnie przytulił :) .Myślałam ,że to sen, ale po chwili przyłączyłam się do przytulania.Optimus mnie przeprosił, a potem bawił się z moimi dzieciaczkami! "
P.S. To był słodki widok! :)
Nękanie taty :P by antubis0:

I Firefly też by antubis0:

-Ty su**! Gdzie są te bachor*?!-
-Nie powiem!
Nie zwracając na Schockwave'a stanął przede mną i warknął:
-Oddawaj je!-
-Jeśli chcesz je dostać najpierw mnie zabij!-
Podniósł łapę, a ja przed śmiercią popatrzyłam mu w oczy.Chwile tak stał, ja delikatnie odchyliłam głowę na bok i zamknęłam oczy, które były we łzach, ale nie poczułam bólu.Gdy otworzyłam oczy to Optimus szedł na swoje terytoria.Trochę żal mi go było i postanowiłam, że wrócę. Następnego dnia wróciłam do swojej jaskini.Gdy weszłam to nie uwierzyłam własnym oczom. W mojej jaskini siedział Optimus z puszczoną głową i miał zalane oczy łzami.Szturchnęłam go delikatnie nosem w jego grubiutki brzuch :P . Odwrócił się i mnie przytulił :) .Myślałam ,że to sen, ale po chwili przyłączyłam się do przytulania.Optimus mnie przeprosił, a potem bawił się z moimi dzieciaczkami! "
P.S. To był słodki widok! :)
Nękanie taty :P by antubis0:
I Firefly też by antubis0:
sobota, 20 września 2014
Od Nera -wilk Kelpie (czyt. Kelpi)
Tamtego wieczoru obiecałem dzieciakom, że pójdziemy rano nad rzekę Heroicę, aby złowić kilka ryb.Nie wiedziałem jednak, że tak wcześnie wstają.Gdy spałem jeszcze smacznie poczułem jakby mnie ktoś kołysał, na tyle mocno, abym się obudził.Otworzyłem zaspane oczy, a nad mną stały maluchy. Zaspany zapytałem:
-Po, co tutaj przyszliście, przecież jeszcze słońce nie wstało?!-
-Nero, chodź potem sobie pośpisz.-
-Obudźcie mnie jak wstanie słońce, bo nie pójdę z wami!-
-Nero, ty leniwcze, ty śpiochu, aleś jest!-
-Miki!-
-No dobra, dobra jak nie to nie...HPF-
Zawiedzione i smutne poszły do swoich jaskiń.
Wstałem razem ze słońcem.Gdy wyszedłem z jaskini to zobaczyłem przed sobą gromadkę maluchów.Już miały wszystko przynęty, wiadra, wędki itp.Zapytałem z ciekawości na ich reakcję:
-No, to co idziemy?-
-TTTTTTTTTAAAAAAAAAKKKKKKKK!-odrzekły chórem.
Jeszcze na chwilę wszedłem do jaskini po wiadro i wędkę.Na koniec pocałowałem śpiącą Laylę.Szliśmy ok. 15 min.Nagle spostrzegliśmy na brzegu coś perłowego i lśniącego.Maluchy zaciekawione położyły na ziemi swoje rzeczy i pobiegły.Ja szedłem za nimi, ale gdy zobaczyłem to z bliska to myślałem, że dostane zawału.TO BYŁ WILK KELPIE.Ale mi tu coś nie pasowało.Gdy młode kelpie się rodzą to razem z ogonem, a samica może zajść w ciążę, gdy ogon zamieni się w tylne nogi.To była samica z wielkim brzuchem i już przez ogon można było już widać tylne nogi.Wziąłem się na odwagę i przystawiłem ucho do brzucha, było słychać kopnięcia.Odrobinę przestraszony powiedziałem maluchom:
-Nunusie, czy możecie polewać ją wiadrem, a ja szybko pobiegnę po panią doktor?!-
-Oczywiście!-powiedział Miki.
Na szczęście pomógł im Zombie-mój smok.Gdy Nally już była na miejscu wzięła się szybko do roboty i tylko to powiedziała:
-Ona jest zbyt młoda, by zajść w ciążę bliźniaczą!-
Wyciągnęła z torby lekarskiej stetoskop, a potem skalpel.Wziąłem się za głowę, bo myślałem, że chce jej zrobić aborcję i wrzasnąłem:
-Nally co ty robisz?!-
-Albo się zamkniesz, albo jej i dziecka nie uratuje!!-
Jak zwykle na widok cięcia zemdlałem i po 4 min. obudziłem się.Potem zobaczyłem machającego kelpie z młodym (to był słodki widok), podziękowała i odpłynęła w głębiny.Potem złowiliśmy kilka ryb i poszliśmy do domu nic o tym zdarzeniu nie mówiąc.
Wilk Kelpie:
-Po, co tutaj przyszliście, przecież jeszcze słońce nie wstało?!-
-Nero, chodź potem sobie pośpisz.-
-Obudźcie mnie jak wstanie słońce, bo nie pójdę z wami!-
-Nero, ty leniwcze, ty śpiochu, aleś jest!-
-Miki!-
-No dobra, dobra jak nie to nie...HPF-
Zawiedzione i smutne poszły do swoich jaskiń.
Wstałem razem ze słońcem.Gdy wyszedłem z jaskini to zobaczyłem przed sobą gromadkę maluchów.Już miały wszystko przynęty, wiadra, wędki itp.Zapytałem z ciekawości na ich reakcję:
-No, to co idziemy?-
-TTTTTTTTTAAAAAAAAAKKKKKKKK!-odrzekły chórem.
Jeszcze na chwilę wszedłem do jaskini po wiadro i wędkę.Na koniec pocałowałem śpiącą Laylę.Szliśmy ok. 15 min.Nagle spostrzegliśmy na brzegu coś perłowego i lśniącego.Maluchy zaciekawione położyły na ziemi swoje rzeczy i pobiegły.Ja szedłem za nimi, ale gdy zobaczyłem to z bliska to myślałem, że dostane zawału.TO BYŁ WILK KELPIE.Ale mi tu coś nie pasowało.Gdy młode kelpie się rodzą to razem z ogonem, a samica może zajść w ciążę, gdy ogon zamieni się w tylne nogi.To była samica z wielkim brzuchem i już przez ogon można było już widać tylne nogi.Wziąłem się na odwagę i przystawiłem ucho do brzucha, było słychać kopnięcia.Odrobinę przestraszony powiedziałem maluchom:
-Nunusie, czy możecie polewać ją wiadrem, a ja szybko pobiegnę po panią doktor?!-
-Oczywiście!-powiedział Miki.
Na szczęście pomógł im Zombie-mój smok.Gdy Nally już była na miejscu wzięła się szybko do roboty i tylko to powiedziała:
-Ona jest zbyt młoda, by zajść w ciążę bliźniaczą!-
Wyciągnęła z torby lekarskiej stetoskop, a potem skalpel.Wziąłem się za głowę, bo myślałem, że chce jej zrobić aborcję i wrzasnąłem:
-Nally co ty robisz?!-
-Albo się zamkniesz, albo jej i dziecka nie uratuje!!-
Jak zwykle na widok cięcia zemdlałem i po 4 min. obudziłem się.Potem zobaczyłem machającego kelpie z młodym (to był słodki widok), podziękowała i odpłynęła w głębiny.Potem złowiliśmy kilka ryb i poszliśmy do domu nic o tym zdarzeniu nie mówiąc.
Wilk Kelpie:
piątek, 19 września 2014
czwartek, 18 września 2014
Ostatni przedstawiciel indiańskiego plemienia-Kyushumashi cz. 2 ost.
Następnego dnia Kyushumashi poszedł znów nad Wodospad Nadziei.Chwile nie wracał, no ale cóż też bym się martwił, gdyby moja rasa wyginęła, a ja byłbym ostatnim samcem na tej Ziemi.Przyszedł do mnie tajemniczy wilk i tylko to powiedział:
-Mają samicę!-
Jakoś to dziwnie brzmiało.Rozmyślałem tę wiadomość, kiedy usłyszałem najpierw strzał, a potem przenikliwy krzyk:
-Aaaaaaaaaaaaałłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł-
Strzał dobiegł z nad Wodospadu Nadziei i niczym strzała pognałem tam.Nie zastałem tam Kyushumashi'ego.Zobaczyłem tylko odjeżdżający pickup naszego Parku Narodowego.Pobiegłem za nim i wskoczyłem do przyczepki.Na przyczepce leżał koc.Odkryłem, a pod kocem był Kyushumashi.Budziłem go, ale się nie dało, w końcu dostrzegłem wbity w jego tyłek strzałkę.Wyciągnąłem i powąchałem.Potem zrozumiałem tę wiadomość, co mi ten tajemniczy wilk powiedział.Dojechaliśmy do kliniki weterynaryjnej na naszej wyspie.Z pickup'a wyszło dwóch panów, a ja bojąc się nich przytuliłem się do Kyushumashi'ego i przykryłem siebie i mojego przyjaciela kocem. Chwilę coś gaworzyli, a potem jeden poszedł po panią doktor, a drugi odkrył koc i zapytał z uśmiechem:
-Co tu robisz malutki?-
Miałem mu pokazać kły, ale powstrzymałem się i położyłem łapę na Kyushumashi'm.
-A to dla tego przeszedłeś...przyszłaś po swojego przyjaciela!-odparł ze śmiechem.
Teraz na serio się wkurzyłem i pokazałem mu kły, gdy tak chwilę stałem i właśnie wtedy ten drugi przyszedł od pani weterynarz i wziął mnie za pysk i odwrócił mnie.Chwilę mnie dotykał po brzuch i w końcu powiedział:
-Przecież to jest samiec, a nie samica!-
-Daj spokój! Zobacz jakie stanowisko ma ten wilk.-
-No pokaż mały obrożę. Hmm... Imię: Nero, Wiek: 2 lata, Stanowisko: alfa...To nic dziwnego, że został z nim.-
-Nero?-wtrąciła się pani weterynarz.
-Mmm..No tak.-
-Przytrzymasz mi go na chwilę, bo muszę mu zrobić zastrzyk...-
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!-przez całą wyspę było słychać mój krzyk.Gdy mnie pani puściła to nie mogłem się ruszyć taki to ból był mocny w moim tyłku :'( .Potem wbiła zastrzyk Kyushumashi'emu, a po tym się obudził.Był taki nie wyspany i nie mógł się ruszać.Strażnicy wzięli go i włożyli do klatki.Ja nie mogłem się ruszyć, bo mnie ciągle bolał zadek.Po ok. 2 min. Kyushumashi wyszedł z jakąś samicą.Zapytałem z zaciekawieniem:
-Jak ma na imię twoja nowa przyjaciółka?-
-Ma na imię Ayati (Ajati) i jest indiańskim wilkiem czystej krwi!-
Po tych zdarzeniach wszyscy się ze mnie śmiali na całej wyspie!
Ayati:

-Mają samicę!-
Jakoś to dziwnie brzmiało.Rozmyślałem tę wiadomość, kiedy usłyszałem najpierw strzał, a potem przenikliwy krzyk:
-Aaaaaaaaaaaaałłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł-
Strzał dobiegł z nad Wodospadu Nadziei i niczym strzała pognałem tam.Nie zastałem tam Kyushumashi'ego.Zobaczyłem tylko odjeżdżający pickup naszego Parku Narodowego.Pobiegłem za nim i wskoczyłem do przyczepki.Na przyczepce leżał koc.Odkryłem, a pod kocem był Kyushumashi.Budziłem go, ale się nie dało, w końcu dostrzegłem wbity w jego tyłek strzałkę.Wyciągnąłem i powąchałem.Potem zrozumiałem tę wiadomość, co mi ten tajemniczy wilk powiedział.Dojechaliśmy do kliniki weterynaryjnej na naszej wyspie.Z pickup'a wyszło dwóch panów, a ja bojąc się nich przytuliłem się do Kyushumashi'ego i przykryłem siebie i mojego przyjaciela kocem. Chwilę coś gaworzyli, a potem jeden poszedł po panią doktor, a drugi odkrył koc i zapytał z uśmiechem:
-Co tu robisz malutki?-
Miałem mu pokazać kły, ale powstrzymałem się i położyłem łapę na Kyushumashi'm.
-A to dla tego przeszedłeś...przyszłaś po swojego przyjaciela!-odparł ze śmiechem.
Teraz na serio się wkurzyłem i pokazałem mu kły, gdy tak chwilę stałem i właśnie wtedy ten drugi przyszedł od pani weterynarz i wziął mnie za pysk i odwrócił mnie.Chwilę mnie dotykał po brzuch i w końcu powiedział:
-Przecież to jest samiec, a nie samica!-
-Daj spokój! Zobacz jakie stanowisko ma ten wilk.-
-No pokaż mały obrożę. Hmm... Imię: Nero, Wiek: 2 lata, Stanowisko: alfa...To nic dziwnego, że został z nim.-
-Nero?-wtrąciła się pani weterynarz.
-Mmm..No tak.-
-Przytrzymasz mi go na chwilę, bo muszę mu zrobić zastrzyk...-
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!-przez całą wyspę było słychać mój krzyk.Gdy mnie pani puściła to nie mogłem się ruszyć taki to ból był mocny w moim tyłku :'( .Potem wbiła zastrzyk Kyushumashi'emu, a po tym się obudził.Był taki nie wyspany i nie mógł się ruszać.Strażnicy wzięli go i włożyli do klatki.Ja nie mogłem się ruszyć, bo mnie ciągle bolał zadek.Po ok. 2 min. Kyushumashi wyszedł z jakąś samicą.Zapytałem z zaciekawieniem:
-Jak ma na imię twoja nowa przyjaciółka?-
-Ma na imię Ayati (Ajati) i jest indiańskim wilkiem czystej krwi!-
Po tych zdarzeniach wszyscy się ze mnie śmiali na całej wyspie!
Ayati:
czwartek, 28 sierpnia 2014
Ostatni przedstawiciel indiańskiego plemienia-Kyushumashi cz. 1
Nasz szaman jest bardzo tajemniczy.Odpowiada na pytania, ale rzadko to się zdarza. Nas to zaciekawiło kiedy poszedł do pani doktor.Strażnicy puszczali sobie oczka, a dzieci śmiały się.Kiedy wyszedł poszedł od razu nad Wodospad Nadziei.Poszedłem po kryjomu za nimi i, gdy go zobaczyłem zrobiło mi się go żal.Podszedłem do niego i zapytałem:
-O co chodzi? Dlaczego płaczesz?Czy to dlatego, że dzieci się śmiały?!-
-Nie, nie o to chodzi.-odpowiedział zapłakany.
-Tylko o co?-
-No...Bo...Jestem...Ostatnim przedstawiciele indiańskiego plemienia.-potem się przytulił do mnie.Był to samiec roczny, więc nie miałem nic przeciwko.Jeszcze za pamięci nie znałem jego imienia i zapytałem o nie:
-Jak masz na imię malutki?-
-Ky...Ky...Kyushumashi i nie lubię, gdy ktoś do mnie mówi malutki.-
-Wybacz-
-Spoko-otarł łzy i nos, a potem wróciliśmy do domu. CDN.
Kyushumashi:
-O co chodzi? Dlaczego płaczesz?Czy to dlatego, że dzieci się śmiały?!-
-Nie, nie o to chodzi.-odpowiedział zapłakany.
-Tylko o co?-
-No...Bo...Jestem...Ostatnim przedstawiciele indiańskiego plemienia.-potem się przytulił do mnie.Był to samiec roczny, więc nie miałem nic przeciwko.Jeszcze za pamięci nie znałem jego imienia i zapytałem o nie:
-Jak masz na imię malutki?-
-Ky...Ky...Kyushumashi i nie lubię, gdy ktoś do mnie mówi malutki.-
-Wybacz-
-Spoko-otarł łzy i nos, a potem wróciliśmy do domu. CDN.
Kyushumashi:
Subskrybuj:
Posty (Atom)







