-Wszyscy strażnicy wyłącznie z dowódcą nad Skałę Przebaczenia i to natychmiast!-
Strażnicy popatrzyli tylko tak na siebie, ale nie wiedzieli o co chodzi, ale bez słowa poszli, a ja za nimi. Na Skale Przebaczenia potężnym głosem zapytałem:
-Kto zbił masakrycznie aż do nie przytomności rocznego, brązowego wilka?!-
Dowódca podniósł łapę i zapytał:
-A gdzie to było?-
-Biedak leżał nad brzegiem Heroici!-
-Szefie, ale tam nikt z moich wilków tam nie robi!-
-CO?!-
-No, oto chodzi, że to nie my!-
-No dobra, ale pamiętajcie mam na was jedno przekrwione oko-ZROZUMIANO?!-
-Tak, szefie!
-Jeszcze na chwilę tam coś gaworzyliśmy, gdy nadbiegł Sky.Z dyszącym głosem:
-Szefie, ten malutki....-
-Co ten malutki?!-
-On...się...obudził!-
-Ok, dziękuje Sky!-
Gdy pobiegł już powiedziałem:
-No to się módlcie, żeby na was nie powiedział!-
Jeden wilk z tłumu zapytał:
-Szefie, a co się stanie z tym, który go szczeniak wyda?!-
-Wykastruje go osobiście!Jeszcze jakieś pytania?!-
-Glub...-wszyscy przęłkneli ślinę jednocześnie.
Wstałem i poszedłem do Nally.Ona wyszła i przy tym mówiąc:
-Zostawiam was samych Nero i nie rób tu głupstw zrozumiano.-
-Jasne.-
Mały leżał na stole lekarskim i ciekawie się przyglądał.Gdy podszedłem delikatnie powiedział:
-Nie bij mnie proszę!-
-Nie mam zamiaru cię bić.Powiedz mi tylko kto cię tak zbił?!-
-T-t-t-to mój brat.-odpowiedział ze łzami w oczach.
-A możesz mi powiedzieć jak masz na imię i do jakiej watahy należysz?!-
-Należałem do watahy cienia i mam na imię Bruno, a pan?-
-Mam na imię Nero i jestem alfą tej watahy.Strażnicy mówią na mnie szefie.Jeszcze dwa pytania i dam ci spokój gdzie jest twoja rodzina?!-
-Moja rodzina mnie nie lubiła, bo byłem zbyt dobry dla innych, więc mama kazała starszemu bratu zbić mnie do nieprzytomności, a potem wrzucić do rzeki, ale ja podsłuchałem i uciekłem. Wskoczyłem do wody, ale nie umiałem pływać, a wtedy brat wskoczył za mną pobił mnie w wodzie i wywalił na drugi brzeg,a potem pan mnie znalazł.-
-No, tak.A czy chciałbyś należeć do mojej watahy ja i moja żona chętnie się zaopiekujemy tobą?!-
-Chciałbym, ale nie wiem czy wataha się zgodzi?-
-Zgodzi się, zgodzi.-
Wziąłem go na ręce i go przytuliłem.Po południu zebrałem wszystkich nad Przepaścią Sprawiedliwości i z powagą zapytałem:
-Mam szczeniaka mieniem Bruno.Został brutalnie pobity przez swojego brata, bo rodzina go nie chciała i teraz jest wasz głos czy zostaje czy nie?!-
Prawie wszyscy się zgodzili jednocześnie i Bruno został z nami.Następnego dnia pokazałem mu nasze terytorium i spotkał tak kicię swoją towarzyszkę, która go szukała.Kicia była czarną panterą.Gdy Bruno miał 2 lata znaleźliśmy mu dom i jak jeszcze tego było mało to jemu wyrosły skrzydła.
Bruno jak był mały:

Bruno z Kicią:
Bruno:

Bruno i Flower Light:
Ze skrzydłami:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz